Koty...przedmiot mojego uwielbienia...
Miłość do kotów rozpoczęła się już w dzieciństwie.
Najpierw miałam kota syjamskiego o niezwykłej barwie oczu...
Jego oczy były takie lazurowe...takie hipnotyczne...
Szczerze mówiąc nie lubiłam go...
Bałam się go...Zdawało mi się,że jestem taka mała,a on taki duży,taki dostojny....
Ten kot lubił ciemność. Chował się w mrocznych zakamarkach pokoju...czaił się na korytarzu...doskonale pamiętam jak z ciemności patrzyły na mnie te jego świecące, wszystkowidzące oczy...
Bałam się go i zarazem mnie intrygował...
Gdy byłam troszkę większa miałam czarno-białą kotkę o imieniu Agata.
Agatę znalazłam za domem,w niedokończonym fundamencie...zauważyłam ją przez zarośla.
Agata mieszkała w drewnianej skrzynce,z początku była dzika i bardzo mnie drapała...
Po jakimś czasie oswoiła się,ale wiem,że żaden kot nie będzie w pełni oswojony...
Nie pamiętam co stało się z Agatą...
Pewnego razu przyniosłam do domu następne znalezisko...i wiąże się z tym dosyć traumatyczne przeżycie...znalezisko zostało zatłuczone konewką przez mojego ojca...Wylałam z siebie wtedy litry łez.
Potem w moim życiu pojawił się kot,którego kochałam najbardziej.
Kot został podrzucony do ogródka przez pewnego Araba,kolegę mojego ojca.
Opłakiwałam stratę znaleziska,a ten kot ukoił mój ból i nikt nie sprzeczał się już ze mną,że kot nie jest mi do niczego potrzebny.
Kota nazwałam "Mrałka".
Mrałka była inna niż inne koty,włóczyła się po nocach,nie dbała o higienę,zwsze z wędrówek wracała brudna...tarzała się w żużlu,jadła koniki polne,spała na pralce...Mrałka była moim prawdziwym przyjacielem i długo nim była...
Jednak pewnego dnia nie wróciła z nocnej wędrówki...Do dzisiaj nie wiem co się z nią stało.Czekałam na nią i można powiedzieć,że nadal czekam...przecież koty mają dużo żyć.Nie uwierzyłam w to,że umarła...myślę,że poprostu postanowiła zawędrować gdzieś daleko,zamarzyły jej się egzotyczne podróże.
Moja babcia mówiła,że Mrałka wpadła do studni albo jakiś facet zrobił z niej pasztet...wiedziałam,że to nie prawda.
Koty zawsze mnie fascynowały...
Indianie wierzyli,że każdy człowiek ma swoje wewnętrzne zwierzę ukryte gdzieś w jego duszy i mimo,że człowiek czasami nie zdaje sobie z niego sprawy,to zwierzę to wywiera istotny wpływ na jego osobowość.
Czuję,że moim zwierzęciem jest kot...
Kot ma taką dwojaką naturę...stąd też mój dwuczłonowy pseudonim.
K... jest łagodna,spokojna,skryta,potulna...W.... jest dzika,nieokiełznana,niobliczalna,tajemnicza...
Kieruję się instynktami...
Kocur gdy mnie poznał powiedział,że mam oczy kota i że bardzo mu go przypominam i odtąd stałam się jego Kicią.
Podziwiam koty za to,że są niezależne,chodzą gdzie chcą,są w pewien sposób magicznymi i świętymi zwierzętami...
chociażby taka egipska bogini Bastet...
Koty odgrywały niezwykle ważną rolę w życiu Egipcjan,ponieważ chroniły zboża przed szkodnikami,a Baset pilnowała bezpieczeństwa kotów.Zabicie kota było karane śmiercią. Po śmierci kotów ich właściciele golili brwi na znak żałoby i często mumifikowali koty.
Dla mnie koty są święte...dzikie...nigdy w pełni oswojone...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz