Wakacje przyjemnie płyną...Mogłyby trwać w nieskończoność.
Dziś jestem bardzo senna i mimo wypitej kawy nie mogę powstrzymać się od ziewania.
Dziś jest jeden z tych dni, w których nie chce się po prostu nic.
Babcia zbudziła mnie dziś z samego rana i nawet się nie wyspałam.
Nikogo rano nie było w domu, bo o świcie mama pojechała z Darkiem po ojca do Nałęczowa. Jakoś zwlokłam się z łóżka i w deszcz poszłam do sklepu po chleb itp. W żadnym sklepie nie znalazłam "serka wiejskiego", a taką miałam ochotę zjeść go sobie na śniadanie.
***
Ojciec już jest w domu. Zabieg koronarografii poszedł niezbyt dobrze, bo w nodze zrobił się krwiak. Cała noga jest sina,dosłownie fioletowa, jeszcze czegoś takiego nie widziałam Ojciec z trudem chodzi. Jego lewa komora serca jest zapchana. Okazało się, że przechodził zawał nawet o tym nie wiedząc. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to, że ojca czeka zabieg plastyki tętnic i pobyt w sanatorium.
***
Ostatnio chcieliśmy zrobić z Kocurem ognisko u mnie. Wszystko przyszykowałam, kupiłam piwo i kiełbasę, umyłam ławki na dworze...i oczywiście, gdy rozradowana czekałam na Kocura - lunął deszcz
***
Za oknem wiatr, chmurne niebo i mżawka... Otworzyłam okno szeroko żeby wdychać świeże powietrze...żeby chociaż trochę odechciało mi się spać i żeby zachciało mi się cokolwiek...
Nie chce mi się nawet iść do Kocura, najchętniej położyłabym się i leżałabym tak do jutra...
Mam nadzieję, że jak już wyjdę z domu to mi przejdzie ten senny nastrój i że Kocur mnie rozrusza i rozweseli
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz