Wręczyła sztylety.
Rytuał albo zabawa polegała na tym, że dziewczęta mają siedzieć nieruchomo, gdy jedna z nich będzie zadawać ciosy, które nie mogą doprowadzić do zgonu.
Otrzymałam sztylet.
Z niezwykłą łatwością cięłam skórę, zagłębiałam nóż...
Początkowo czułam obrzydzenie, ale im mocniejsze i głębsze rany zadawałam - czułam ogromną satysfakcję.
Zabiłam wszystkie dziewczęta, chociaż nie na tym polegała zabawa.
Patrzyłam na zmasakrowane ciała, na agonię - bolesną i długą, na morze krwi...
- Wygrałam. - powiedziałam.
- Wygrałaś. - powiedziała przywódczyni
- Teraz możesz skoczyć w deszcz.
...Bałam się skoczyć w deszcz cokolwiek to znaczyło. Siedziałam na parapecie za oknem.
Moje ciało chłostał deszcz.
Mimo wszystko bałam się skoczyć.
"Od tamtych czasów najadłem się grozy...Aż do przesytu : wizje krwawych rzezi
Zadomowiły się w moim umyśle
I nie wstrząsają mną."
(Makbet)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz