20 stycznia 2010

06 lipca 2007 ...Bezsenne noce...

W dzień brałam tussi, który ma pomóc mi sprawić żeby świat wydawał się weselszy, żebym ja była energiczna i skora do ćwiczeń fizycznych itd...
Czułam skutki...
Jednak gdy nadeszła noc nie było mi już tak wesoło...
Położyłam się dosyć wcześnie, wtuliłam się w kołdrę i próbowałam zasnąć, jednak bezskutecznie.
Kołdra wydawała się być zbyt ciężka, bylo mi duszno...
Zrzuciłam kołdrę...i spokojna czekałam na sen.
Zrobilo mi się zimno i kołdra powróciła do swojego wcześniejszego położenia...
Myśli krążyły w mojej głowie...zaczęłam zastanawiać się, która jest godzina i czy w ogóle zasnę...
Myśli pojawiały się i znikały...przytłaczały mnie...a snu nie było...nie przychodził...
Serce waliło jak oszalałe, czułam że serce jest ptakiem uwięzionym w mojej klatce piersiowej ...
Ptak ten był niespokojny, trzepotał skrzydełkami próbując się uwolnić...na próżno.
Wstałam żeby pójść do ubikacji, przeszłam przez czarny korytarz i prawie zabiłam się o parasolkę, która schła rozłożona w przedpokoju.
Była godzina 2.
Znowu leżałam i przewracałam się na wszystkie możliwe strony, próbując znaleźć ułożenie ciała idealne dla snu.
Jak przywołać sen ? Czy jest jakiś sposób ?
A może powinnam zanucić kołysankę, albo policzyć baranki...albo postarać się nie myśleć o niczym.
Kiedyś, gdy byłam mała i nie mogłam zasnąć wyobrażałam sobie morze, takie bezkresne, szumiące i niebieskie...
...w głowie słyszałam jak mewy mnie wołają...
fale przychodziły i odchodziły wyrzucając na brzeg różnobarwne muszelki i wodorosty...
I wtedy zasypiałam, ale nie dziś.
Godzina 3.
Wstaję...zapalam lampkę i szukam w szufladzie zielonej pigułki na sen.
Pigułka nie działa...
Patrzę na ściany i czerń pokoju, która nie wydaje się być czarna tylko szara. Mam wrażenie, że przez każdą szparę do pokoju chce wedrzeć się światło...
Tu i tam widzę cienie...a potem już znikają...
Słyszę jak wiatr szumi jak oszalały, pewnie uginając drzewa do samej ziemi.
Leje deszcz, każde uderzenie kropli słyszę nazbyt intensywnie...
Godzina 4.
Wstaję, zapalam lampkę i z biurka biorę resztki psychotropowego proszka na sen, który zawsze po minucie mnie powalał.
Nie tym razem...!!!
Czuję, że oszaleję...
Siadam w oknie i patrzę...
już świta...niebo jest jasne...Wstaje nowy dzień...leje deszcz
Siadam na łóżku i tak siedzę...czuję, że oczy mam spuchnięte i że jest mi niedobrze...
Czuję jakieś skurcze w brzuchu, lekko mnie boli.
Kładę się i patrzę w sufit...
...nie widzę gwiazd...
Godzina 5:20
Nika wstaje do pracy.
Ciągle nie śpię...
Już dawno jest rano, a ja nic...
Jak mam odpędzić od siebie te noce pozbawione snu ? no jak...


" Ach śpij, bo nocą wszystkie gwiazdy błyszczą i migocą
Wszystkie dzieci, nawet złe
pogrążone są we śnie
A Ty jedna
Tylko nie "

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz