20 stycznia 2010

Sen : Zimna połowa

Była późna noc. Ze snu wybudził mnie słodko-stalowy zapach krwi.
Bałam się otworzyć powieki, nie wiedziałam co napotka mój wzrok.
Otworzyłam oczy i poruszyłam się, poczułam, że ktoś leży tuż obok mnie.
Usiadłam na łóżku.
Światło księżyca oświetliło moją białą, jedwabną koszulkę zabryzganą purpurową krwią.
Obok mnie leżała naga połowa ciała mężczyzny, niczym martwy, zimny kochanek w moim łożu, zastygły w oczekiwaniu na coś nieosiągalnego.
To była połowa ciała od brzucha w dół, bardzo zimna połowa...
Prześcieradło było doszczętnie przesiąknięte krwią, która kapała nawet na podłogę.
Wyniosłam ciało na dwór i położyłam przy schodach.
Nagle z mroku wyłonił się mężczyzna, blask z latarni oświetlił mi jego twarz.
Mężczyzna miał duże, smutne oczy i wydawał się bardzo zatroskany, jakby wszystkie problemy świata spadły właśnie na niego.
Powiedział mi, że to jego brat bliźniak spał dziś ze mną w łóżku.
Zapłakał.
Światło latarni zaczęło się przesuwać w głąb mojego ogrodu, jakby kierowane przez jakąś niewidzialną siłę.
Teraz zobaczyłam głowę leżącą w trawie pod trzepakiem. Gdzieś w pobliżu krzaków zobaczyłam rękę...
Światło latarni naprowadzało mnie po kolei na kawałki ciała martwego bliźniaka, porozrzucane po moim ogródku.
Mężczyzna przestał płakać, zaczął zbierać części ciała i układać je na stosie pod schodami do mojego domu.
Z kieszeni wyjął zapałki, zapalił jedną i patrzył w płomień, jakby widział w nim coś co nie dane jest mi zobaczyć.
...Krew spływała powoli z mojej białej koszuli...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz