Mam okropny nastrój.
Z Kocurem nie widziałam się przed świętami, bo sprzątałam, no i w święta, bo jeździliśmy do rodziny, a rodzina do nas...
Tęsknię.
Następną przyczyną mojego nieciekawego nastroju jest pogoda...a tak naprawdę brak pogody. Rano przeraziłam się, gdy zobaczyłam za oknem zaspy śniegu i miliony płatków spadających z nieba.
Z dachu spadały z hukiem wielkie grudy śniegu.
Poczułam atmosferę świąt Bożego Narodzenia.
Wszystko się na tym świecie przestawia i nic już nie jest tak jak powinno.
Ja też się przestawiłam ?
Czy może raczej stoję w miejscu i nie mogę się dostosować ?
Kolejnym powodem mojej nerwowości jest zbliżający się okres.
W te święta jadłam jak chyba nigdy, pochłaniając wszystko jak leci.
Teraz czuję się jak balon, który nie może pęknąć.
Czuję się tłusto i okropnie.
Nie potrafię na siebie patrzeć.
Chyba tracę nad sobą kontrolę.
Mam nadzieję, że tymczasowo.
Dziś jest śmigus-dyngus, ale nikt nikogo nie polewa wodą.
Wystarczy już ten śnieg.
Chyba natura płata figle i zakpiła sobie z wiosny.
Wyobraziłam sobie pisanki, kurczaczki i zajączki zasypane przez śnieg...
Takie uśpione, czekające do następnej wiosny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz