20 stycznia 2010

Sen : Biec jak najdalej...

Wszyscy szykowali się do tego wyścigu, mówili o nim i każdy chciał być pierwszym, który dobiegnie do mety i wygra.
Też chciałam wygrać, dobiec...Poczuć to wspaniałe uczucie, że mój trud się opłacił i że mogę dobiec jako pierwsza.
W wyścigu miało brać udział dużo ludzi z miasta, w tym ja i moja rodzina.
Wyścigi miały rozpocząć się nocą i właśnie nocą szykowaliśmy się do nich.
Wszyscy byli już gotowi...
Wszyscy...tylko nie ja.
- Poczekamy na Ciebie na dworze, ale pospiesz się, bo zaraz zaczyna się wyścig - mówili mi
Nie byłam jeszcze nawet ubrana, a oni już na mnie czekali.
Gdy już się ubrałam i miałam do nich wyjść poczułam, że muszę "siusiu".
Na domiar złego dostałam okres i w domu nie było podpasek, bo się skończyły.
Wyszłam z domu w podłym nastroju. Zobaczyłam, że już nikt na mnie nie czeka, że zostałam sama, a oni już dawno pobiegli.
Spojrzałam na zegarek i ze zdziwieniem spostrzegłam, że mam już godzinę spóźnienia (!). Zastanawiałam się gdzie oni wszyscy mogą teraz być.
Nie poddałam się, a wręcz przeciwnie zaczęłam biec ile miałam sił w nogach...
coraz szybciej i szybciej...
Był ciepły, słoneczny dzień. Mijałam nieznane mi miejsca.
Biegłam wzdłuż rzeki, a potem przez ciemny las.
W lesie, w oddali zobaczyłam biegnących ludzi.
Pomyślałam, że udało mi się ich dogonić i bardzo się ucieszyłam, że mi się udało, jednak ludzie nie biegli w stronę mety, a w moją stronę.
Wyścig się skończył, a ja nie dobiegłam do końca.
Było mi trochę żal, ale wracałam do domu, biegnąc z innym i to w dobrym nastroju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz