20 stycznia 2010

03 lutego 2009 Ciemna strona miłości

Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.

— Haruki Murakami (ur. 1949)
Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland


Zawsze zastanawiałam się czym jest miłość.

Czy świadczy o niej tylko szybkie bicie serca, spocone dłonie, przelotne spojrzenia, splecione ciała ?

Kiedyś myślałam, że zakochać się i kochać to to samo - myliłam się.

Zakochanie jest czystą euforią, kochanie jest bardziej złożonym uczuciem.

Miłość ma ciemną stronę, w której ukryła się tęsknota, żal, cierpienie, ból, smutek, pustka...która wypełnia mnie szczelnie i wdziera się do mojego jeszcze gorącego serca.

Są takie chwile, gdy wolałabym nigdy nie kochać, wolałabym żeby miłość nie istniała, a przynajmniej żeby nie istniała dla mnie.

Może myślę tak z egoizmu, ale na pewno też trochę ze strachu...

Bo ja kocham tak mocno...za mocno...

Wiem, że kiedyś osoby, które tak bardzo kocham odejdą i zostawią mnie samą z tą ciemną stroną miłości, z tą pustką na wyciagnięcie ręki.

Wtedy płaczę i chcę odgonić od siebie miłość, ale jest już za późno, bo ona tkwi we mnie głęboko i ja jestem nią...

nie mogę siebie odgonić...

Często śni mi się, że N. umiera...wtedy budzą mnie słone łzy, zapuchnięte oczy i jakaś siła, która boleśnie dusi mnie w płucach.

Ostatnio śniło mi się, że umarł Ł.

Poszłam do Jego domu, do Jego pokoju, w którym czułam jeszcze resztkę Jego obecności, Jego zapach, niedokończoną kawę, na w pół odsłoniętą zasłonkę, śrubki wysypane na dywanie...

Niemalże czułam jak porusza się po pokoju, jak przechodzi obok mnie i jak patrzy na mnie tym swoim spojrzeniem, tym które zdarza się niekiedy i dzięki któremu czuję się wyjątkowa, piękna, Twoja.

Ciebie jednak nie było...

Do pokoju wpadały złote promienie słoneczne.

Podeszłam do szafy i wyjmowałam z niej Twoje ubrania - koszule w kratę, bluzy, koszulki, spodnie. Czułam, że niedawno je nosiłeś. Składałam je i pakowałam do walizek...Ubrania były mokre od moich łez...

Trzęsłam się cała od płaczu i nie mogłam się opanować. Moje zawodzenie słychać było w całym Twoim domu, ale nikt nie zwracał na nie uwagi. Nikt nie zwracał uwagi nawet na to, że...Ciebie już nie ma.

Potem zbierałam Twoje śrubki, każdą jedną odnajdywałam na dywanie i wkładałam do metalowej puszki.

Zabierałam rzeczy z półek, większość z nich były prezentami ode mnie.

W Twojej szafce jeszcze wisiało moje zdjęcie, to sprzed 10 lat, to na którym miałam jeszcze grzywkę.

Wszystko chciałam zabrać, każda rzecz była dla mnie wspomnieniem, odosobnioną historią.

Wszystko przypominało mi Ciebie, wszystko pachniało Tobą. Najchętniej cały pokój łącznie ze ścianami- zabrałabym...

Pamiętam to ciepłe miejsce na ścianie przy którym zawsze siadaliśmy...

Nie mogłam się pogodzić z Twoim brakiem, bo ja przecież Cię czułam...

Jesteś ciągle ze mną, we mnie, przy mnie...- krzyczało we mnie

Po przebudzeniu nie mogłam dojść do siebie, łzy płynęły mi po policzkach z taką siłą, że nie mogłam ich powstrzymać.

Byłam tak wdzięczna, tak szczęśliwa, że Ty przecież jesteś ! że żyjesz ! że mogę Cię kochać !

Złe chwile poszły w niepamięć, bo nie ma złych chwil. Nie ma wad, nie ma złości. Jesteś Ty i Ja.

Boję się tej ciemnej strony miłości, niech ona nigdy mi się nie ujawnia, bo ja chcę być z Tobą, być z N.

Kochać.


Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne,
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?

— Wisława Szymborska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz