20 stycznia 2010

28 lutego 2007 Ekshibicjonizm...

Muszę z przykrością stwierdzić, że mam pecha pod tym względem, że zbyt (!) często spotykam ekshibicjonistów i napaleńców.
Zacznijmy od przeszłości...
Gdy miałam 10 lat, to moja przyjaciółka Sylwia miała lat 8 i wtedy opowiedziała mi dziwną historię o tym, że gdy wracała ze szkoły i przechodziła obok sex shopu to zaczepił ją nieznajomy mężczyzna. Złapał ją za rękę i odeszli gdzieś na bok, spytał ją czy nie wie gdzie coś takiego można kupić, po czym rozpiął rozporek i wyjął penisa, na którym jak to Sylwia wtedy powiedziała znajdowało się "jakieś kolorowe kółeczko". Sylwia powiedziała, że nie wie co to. Mężczyzna kazał jej iść już do domu i nie mówić o niczym rodzicom.
Nic nie powiedziała rodzicom, ale powiedziała mi.
Gdy byłam w liceum, to po drodze do szkoły przechodziłam przez duży most.
Pod mostem nie raz widziałam ekshibicjonistów. Jedni starzy i obleśni, a inni młodzi i przystojni. Gdy widziałam obnażającego się mężczyznę po jednej stronie mostu, to zaczynałam chodzić 2 stroną, ale bezskutecznie.
Stwierdziłam, że być może bezpieczniej będzie chodzić na skróty przez łąki, niedaleko rzeki, przechodząc przez malutki drewniany mostek i zarośla. Nie wiem czemu tak pomyślałam, bo teraz ten pomysł wydaje mi się jak najbardziej niedorzeczny.
No i chodziłam sobie na skróty i było w miarę bezpiecznie, ale do czasu...
Pewnego razu, gdy bardzo spieszyłam się do szkoły bo zaspałam...
z daleka na drewnianym mostku zobaczyłam mężczyznę z rowerem...
Stał i patrzył na wodę...
Szłam w jego stronę i on odwrócił swój wzrok od wody na mnie...Stał przodem do mnie i patrzył.
Zaczęłam się bać, mogłam się zawrócić i uciec, ale długa by była przede mną droga przez opustoszałe łąki.
Stwierdziłam, że ucieczka może przynieść odwrotny skutek...że to nie ma sensu. Więc szłam w jego stronę, z oszalałym ze strachu sercem...
Mężczyzna - starszy pan w szarym garniturze spojrzał na mnie i rozsunął rozporek, wyjmując swój członek w stanie erekcji. Spojrzałam na niego, a potem szłam przed siebie nie zważając na to co ten facet robi...Bałam się potwornie, ale nie dałam po sobie tego poznać. Minęłam most...odwróciłam się, a on jechał za mną na zielonym rowerze. Już tak blisko miałam do szkoły...więc zaczęłam biec, aż dobiegłam.
Od tamtego momentu Kocur codziennie aż do teraz (bo teraz pracuje) odprowadzał mnie do szkoły i przychodził po mnie.
A wczoraj...
Skończyłam zajęcia wcześniej niż powinnam. Kocur miał przyjść po mnie, ale w takim wypadku ja poszłam po Niego.
Czułam się źle, bo się przeziębiłam...
Padał deszcz, wszędzie było szaro, mokro, szłam po kałużach...
Najkrótsza droga do Jego pracy biegnie tuż przy cmentarzu...
Zapadał zmrok...
Patrzyłam na nagrobki tonące w deszczu...
i...
Zobaczyłam młodego mężczyznę stojącego na nagrobku i opierającego się dupą o krzyż. Patrzył wprost na mnie i energicznie walił sobie konia...
Zamarłam...jak to dziwnie się komponowało....cmentarz, padający deszcz, zmrok i ekshibicjonista...Ciekawe gdzie się spuścił ? Do znicza ?
Już mnie to nawet nie zdziwiło, jestem przyzwyczajona. Szłam sobie jak gdyby nigdy nic, powoli...patrzyłam na krople deszczu ginące w kałużach...
Gdy minęłam cmentarz, przechodziłam koło knajpy "jazznova"...jacyś kolesie powiedzieli mi "cześć", a ja ciągle patrzyłam w te kałuże...
- Ej...ona się nawet na nas nie spojrzy...
No cóż wolę patrzeć na szare kałuże niż na mordy napaleńców i na penisy ekshibicjonistów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz