20 stycznia 2010

26 lutego 2007 Nimfomania, mróz i spokój...

Dawno nie było notki Czas mija i jest w miarę spokojnie...
Jest dobrze jak na razie i się z tego cieszę. Na uczelni sporo zajęć do wieczora, ale i tak jest lepiej niż w poprzednim semestrze, bo chociaż jeden dzień jest wolny
Okropne jest to, że trafił mi się najgorszy promotor jaki mógł
Ostatnio miałam trochę wolnego, bo wykładowca zachorował i tak mi się miło spędzało czas...
Z Kocurem kocham się już chyba 5 dzień z kolei i jest rewelacyjnie
To miło, że po 6 wspólnych latach nie ma nudy i możemy się ciągle czymś zaskakiwać i obca jest nam monotonia. Ogólnie widzę, że On jakoś inaczej na mnie patrzy jakby 2 raz się we mnie zakochał.
Może to dlatego, że jestem nimfomanką i jestem taka posłuszna, pokorna
Mówi na mnie "japoneczko"...to miłe.
A dziś w nocy miałam zboczony sen...śniło mi się, że Kocur kocha się z 4 kobietami w łazience. Miałam dziwnie przyjemne odczucia po tym śnie, czy coś ze mną nie tak ?
U mnie w domu wszyscy są chorzy na jakiś podejrzany wirus, Kocur też zachorował...Liczę tylko na to, że mnie nie weźmie ta choroba, bo nie mogę opuszczać zajęć. Martwię się o Maciejkę, bo ciągle boli ją głowa w miejscu, w którym się uderzyła.
A wszystkie wirusy są przez tą brzydką pogodę, przez te mrozy nie do wytrzymania.
Dziś z kolei jest w miarę ciepło, ale sypie śnieg...
Marzę o wiośnie...
o kwitnących jabłoniach...
motylach...
kwiatach...
białych obłokach na błękitnym niebie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz