Zapadał zmrok...
Ja, mama i Nika byłyśmy na strychu. Uciekłyśmy tam, bo bałyśmy się tego co było na dole... Co to było ? Tego nie wiedziałam, ale odczuwałam strach właśnie przed czymś niepojętym. Nie chciałam żeby to było w domu...Czułam, że aby "to" odeszło musimy odprawić rytuał.
W podłodze strychu był ogromny kołowrót. Weszłyśmy na niego i chodziłyśmy po nim w kółko, przeskakując ze szczebelka na szczebelek z zamkniętymi oczami...
Przez malutkie okienko na strychu docierały do nas pierwsze promienie słońca...już świtało...
***
Była noc. Szłam sobie chodnikiem. Wokół mnie było tak cicho i pusto... co chwila słyszałam jedynie delikatny szum liści na drzewach...
Zza drzewa wyszła mała dziewczynka o blond włosach z równiutko obciętą grzywką, w zwiewnej letniej sukience w błękitne kwiatki.
Podeszła do mnie i spojrzała mi głęboko w oczy.
Nie było nikogo tylko ona i ja...
Dziewczynka zapytała mnie czy mogłabym dać jej jakiś niepotrzebny stanik.
Zaproponowałam jej żeby poszła ze mną do domu i wtedy poszukam.
- To dla mnie bardzo ważne... - powiedziała obejmując się rękami jakby było jej zimno. Jej oczy były bardzo smutne...
Szłyśmy tak razem w tą cichą noc...
Pomyślałam, że mogłybyśmy pójść na skróty łąką przy rzece. Zaproponowałam to dziewczynce, lecz ona odparła :
- Czasami skrót wcale nie skraca drogi.
Lepiej będzie jak pójdziemy normalną drogą.
Na tych łąkach kiedyś zginęła dziewczyna...została zgwałcona i zamordowana.-
Nie sprzeczałam się, bo po co ryzykować.
Całą drogę milczałyśmy.
W końcu, gdy dotarłyśmy otworzyłam drzwi do domu... Dziewczynka weszła pierwsza i od razu poszła do mojego pokoju, a przecież nawet nie powinna wiedzieć gdzie on jest.
Chciałam już zamknąć drzwi, ale nie zdążyłam, bo do domu wbiegł szybko jakiś pies. Pobiegł do mojego pokoju i wskoczył na kolana dziewczynki, a ona zaczęła gładzić jego białą sierść w czarne plamy.
Zaczęłam szukać stanika dla dziewczynki. Znalazłam i wręczyłam jej go, a ona uśmiechnęła się tylko i spojrzała w moje oczy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz