Wczoraj miałam ciężki dzień Po prostu okropny...Jak to zwykle bywa dopiero zabrałam się za naukę na dzisiejsze kolokwium. Nauka mi się nie kleiła...siedziałam na łóżku w stercie przeróżnych notatek, xerówek...
Zadzwonił facet z allegro i się ze mną wykłucał, że sprzedałam mu roztrzaskany procesor...szantażował mnie i oskrżał, miałam ochotę zabić go przez telefon...Później byłam tak wkurzona, że nie mogłam się uczyć. Jeszcze zadzwoniła do mnie koleżanka i gadała ze mną godzinę. Uczyłam się do 2, bez efektów...było mi słabo, miałam mdłości...
Dziś rano zaspałam, wyglądałam strasznie i tak też się czułam...Ogarnęło mnie przerażenie...Przypomniałam sobie sen, znowu o lesie i o zmasakrowanych ciałach. Pomyślałam,że to nie wróży dobrze. Ogólnie czułam się jakbym wcale nie zbudziła się z koszmaru.
Kolokwium okazało się wcale nie takie straszne Pisaliśmy ściśnięci w małej salce...
Dostałam 4 Mało brakowało do 4,5...a wtedy nie musiałabym zdawać już ustnie. Czuję, że choroba mnie rozkłada...jeszcze tego mi brakowało akurat teraz.
“Drzewo nie smagane wichrem rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe ”
(Seneka Młodszy)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz