20 stycznia 2010

Sen : Deszcz, śnieg i miniaturowa parasolka...

Była Zima - mroźna i posępna.
Biały szron pokrył drzewa, każdą gałązkę otulił lodowatą kołderką.
Mróz rysował piękne, magiczne wzory na szybach.
Zza okien grube, czarne koty spoglądały na zewnątrz - rozmarzone.
Byliśmy na moim podwórku - ja i Ty. Śnieg skrzypiał Nam pod stopami, a mroźne powietrze smagało twarze.
Byliśmy w letnich ubraniach i było Nam potwornie zimno.
Na podwórku stał mój plastykowy pociąg z wagonami - ten z dzieciństwa, był już lekko przysypany przez śnieg.
W śniegu znalazłam foliowy worek, w którym były ciepłe, zimowe ubrania. Szukałam w nim czegoś ciepłego dla Ciebie.
Znalazłam ciemno brązowe futro z nutrii, takie samo jakie miała moja babcia.
Założyłeś je i od razu było Ci cieplej. Sobie też coś znalazłam.
Za domem były ośnieżone głazy, po których zaczęliśmy spacerować z trudem łapiąc równowagę.
Znalazłam miniaturową parasolkę z baaardzo długą rączką.
Poszliśmy przed dom. Zaczęłam tańczyć podnosząc do góry malutką parasolkę.
Zaczął padać deszcz. Padał tylko na mnie, a parasolka zaczęła się kręcić i grać przedziwną melodię, bardzo smutną kołysankę, jak z dziecięcej pozytywki.
Deszcz padał i padał, a Ty patrzyłeś na mnie...
parasolka wirowała w górze w takt diabelskiej melodii...
tańczyłam...
śnieg pod moimi stopami skrzypiał...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz