20 stycznia 2010

02 października 2007 O szyby deszcz dzwoni...

Jak zwykle zabieram się już od dawna do napisania tej notki i zawsze mi to nie wychodzi wtedy kiedy chcę.
W piątek skończyłam praktyki w świetlicy szkolnej i muszę przyznać, że bardzo mi się podobały.
Miło było bawić się z dziećmi, od razu przypomniałam sobie jak to fajnie jest być takim małym człowieczkiem, który nie przejmuje się byle czym i potrafi cieszyć się z drobnostek.
Wczoraj rozpoczął się nowy rok akademicki, już 3 rok studiów i to chyba ten najcięższy. Plan lekcji jest przygnębiający, zresztą jak zawsze
Moja grupa zawsze kończy wieczorem i ma masę długich okienek.
Na dodatek wszystkiego przeziębiłam się mocno...
Strasznie boli mnie gardło, spuchły mi migdałki i mam okropny katar, co oznacza też, że wyglądam ohydnie, mam podkrążone i zapuchnięte królicze oczy i czerwony nos jak u renifera. Fuuu...
Nie mogę patrzeć na siebie.
Zażywam Cirrus od kataru, po którym zatkały mi się uszy, huczy mi i pulsuje w głowie. Jedynym plusem jest to, że wcale nie chce mi się jeść.
Kocur też przeżywa teraz nieciekawy okres, bo stracił pracę
Mój ojciec wrócił z sanatorium po miesiącu (spokoju)...
Myślałam, że powrót na uczelnię po wakacjach będzie dla mnie jakimś wielkim stresem, ale ja czuję jakby nie było żadnej przerwy, jakbym nieustannie chodziła na zajęcia...Wszystko jest takie samo, takie niezmienne...
Nigdy nie myślałam też, że to napiszę, ale jesień zaczęła mi się podobać...
Gdy dziś wieczorem wracałam z Kocurem do domu w powietrzu czuć było dym z komina, chodniki były wilgotne od mgły, która unosiła się w powietrzu oplatając złoto-czerwone liście drzew...Chodniki wyścielone były kolorowymi liśćmi, oświetlonymi sztucznym światłem latarni.
Ciepła mżawka padała na Nasze twarze, wilgotne kropelki osadzały się na włosach...
Wszystko umierało...czułam taką melancholię, nostalgię jakiej nie da się opisać...
Ciepłe, złote jesienne dni również są cudowne...
Ostatnio wybraliśmy się z Kocurem na długi spacer wzdłuż rzeki.
Podziwialiśmy jesień, robiliśmy dużo zdjęć...Postanowiliśmy, że każdą porę roku uwiecznimy aparatem i zatrzymamy piękne chwile, chociaż na moment- na zdjęciach.
Cieszy mnie zbieranie kasztanów i jarzębiny...Wiele rzeczy potrafi mnie cieszyć...O smutku nie chcę pisać...
Zmieniłam kolorystykę bloga na truskawkową...



"Mam na języku słony smak niespokojnej skóry.

Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.

Wnikasz we mnie gwałtownie.

Zamknięta w łuku ramion

opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną-

rdzawo-czerwonym blaskiem, a może to świat płonie

i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.

Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie

poznajesz mnie dotykiem. Czy palce widzą więcej?

Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać

dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?

Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią

Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach

w marmuru drżące wzory. Jest jesień. Dzień miodowy.

Jutro nas tu nie będzie."


A.Herman "Erotyk jesienny"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz