Kiedy stoję na szczycie ulepionym z błota
w kałuży widzę ludzi tonących
ich dłonie pluskają łapczywie
Twarze to rozmazane pochodnie... które gasną.
Skrzydła mam sklejone - nie mogę odlecieć.
Czuję falbanki falujące po kolanach - jak morze.
...Jestem latarnią bezdomnego brzegu...
Nic do mnie nie mów.
Słowa, głosy, krzyki, szepty to topory żelazne
rysujące na mych dłoniach ślady krwawe...to nienawiść.
Słowa ranią bardziej niż krzaki pokrzyw przed domem.
...Ciszę mam w oczach i senne koszmary...
I nie robi już na mnie wrażenia las rąk pod górką z błota...
Nie zejdę na dół.
Na gałęziach drzew poziomkowych wolę spać
Wiatr czuć w każdym włosie
Nie chcę patrzeć na smutek.
Zamknę oczy.
-ostrzem jest każdy człowiek-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz