20 stycznia 2010

17 stycznia 2007 Wabię smutne chwile...

Jak się czuję ? Byłam wkurwiona, a teraz jestem już smutna...
Zastanawiam się nad radością i smutkiem, jak to z nimi jest...
Nadszedł ten czas w moim życiu, ze coraz częściej jestem smutna i wabię smutne chwile...
a one spadają na mnie jak lawina i nie chcą przestać tego robić.
U mnie to tak właśnie jest, że albo jest dobrze,cudownie, albo jest koszmarnie...Tylko,że z koszmaru trudno jest się uwolnić mimo wielkich chęci.
Nie chcę wyliczać niepowodzeń, użalać się. Ja po prostu stwierdzam fakty.
Zawsze myślałam, że człowiek upada po to aby się podnosić...że podnosi się bogaty w nowe doświadczenia, przeżywa katharsis, przemianę z poczwarki w motyla. Czy ja się podniosę ?
Ostatnio z Kocurem miałam przykrą rozmowę, kłóciliśmy się.
TP nie dawał mi spokoju, a może to ja też nie mogłam się od niego uwolnić...
Dziś skończyłam z tym wspomnianym już kiedyś błędem, w którym się rozsmakowałam. Błędy mimo tego, że z początku są słodkie i fascynujące, w miarę smakowania stają się gorzkie. TP odszedł w niepamięć.
Dziś oblałam egzamin. Nie chcę się usprawiedliwiać na siłę, ale niezdałam go nie ze swojej winy, bo umiałam materiał który miałam w notatkach. Wykładowca pytał z niestworzonych rzeczy, które w jego mniemaniu były wnikliwie przerabiane. Akurat...
Teraz czeka mnie podróż na poprawkę.
Jeszcze nie mam wyników z psychologii, a szczerze mówiąc mam złe przeczucia.
Dobrze, że pogodziłam się z Kocurem. Tylko to mnie teraz cieszy.

"Nie odpowie mi żaden dzień i żadna noc
Nowe troski a każda z nich
Oddzielną ma historię
Wokół mnie pękło coś, co wabi smutne chwile
Nie mam złudzeń
zamieniam się w mgłę
Opadam w dół (...) "

Artrosis "Bez złudzeń"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz