Wychodzę z domu...moje ciało otula gorący powiew powietrza...
Niebo jest przesadnie niebieskie,a chmury białe...na ich tle widzę jaskółki...
Włosy oplatają moją twarz przy każdym powiewie wiatru.
Czuję, że nawet chodnik dziś jest bardzo gorący.
Dziś założyłam zwiewną czerwoną sukienkę na cienkich ramiączkach...
równie czerwoną i ceglaną jak skrzydełka motyla, który leży na chodniku...
...na tym ogniście rozgrzanym chodniku...
Zatrzymuję się i spoglądam na motyla...
Ten motyl dziś umiera.
Trzepocze skrzydełkami i płonie w słońcu...
nie może odlecieć
Idę dalej i nie oglądam się za siebie.
Dziś ten motyl umarł, a życie potoczyło się dalej... z kolejnym moim krokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz