20 stycznia 2010

Sen : Cathedral

Szłam chodnikiem mokrym od deszczu i mgły...
Pod stopami szeleściły żółte liście.
Miasto jak zwykle było opustoszałe. Ale to chyba nie było moje miasto ?...
Zobaczyłam przed sobą wielką, starą gotycką katedrę.
Pomyślałam, że to być może jest kościół. Zaciekawiona weszłam do środka. Mój strój tego dnia był dopasowany do tego miejsca. Miałam na sobie czarną koronkową suknię, szlachetną biżuterię, a włosy miałam zaplecione w 2 długie warkocze.
Katedra była ciemna i zimna...wnętrze było zupełnie puste i ciche...
Nawet światło nie wpadało do środka przez witrażowe okna.
Pomyliłam się, bo katedra nie była kościołem...
Była chyba bardzo stara, bo wszędzie było dużo kurzu i pajęczyn, które pokrywały meble i zwisały z sufitu.
Podłoga skrzypiała pod moimi stopami. Miałam wrażenie, że zaraz to wszystko się rozpadnie, bo było tak stare, że aż nierealnie prawdziwe.
Po zakręconych schodach zaczęłam wchodzić na górę. Ze ścian spoglądały na mnie martwe twarze z obrazów...twarze bez wyrazu.
Zatrzymałam się przy wielkim, brązowym zegarze z kukułką.
Dziwne, że jeszcze działał. Wpatrywałam się w jego wskazówki, które w dziwny sposób odliczały czas mojego życia.
***
Po chwili znalazłam się już z powrotem na dole...
Zapadła noc. Szłam wąskim korytarzem wyścielonym czerwonym atłasem.
Było zupełnie ciemno. Nagle zapaliły się świece i kryształowe żyrandole oświetliły długi korytarz. Usłyszałam zgiełk na górze. Po schodach zaczęli schodzić ludzie w starodawnych ubraniach. Kobiety ubrane w piękne suknie, niektóre na rękach niosły małe pieski, na szyjach miały futra z gronostaja.
W moją stronę szli mężczyźni w czarnych garniturach, wysocy i dostojni, długowłosi. Jeden z nich złapał mnie za warkocz. Zatrzymałam się przy nim. Spojrzał mi głęboko w oczy i delikatnie dotykał moich włosów, bawił się nimi i wąchał je. Poczułam niewyobrażalną namiętność, dziwną więź łączącą mnie z tym nieznajomym mężczyzną. W jego oczach widziałam tęsknotę i smutek, a zarazem ogromne pragnienie... Bałam się tego...
Uciekłam...
***
Byłam już na zewnątrz katedry, ale gdzieś przy tylnym wyjściu.
Nagle zrozumiałam, że stoję na cmentarzu między starymi nagrobkami obrośniętymi mchem. Mgła otaczała to miejsce...oplatała marmurowe anioły i płyty nagrobne. Jeden z grobów zwrócił moją szczególną uwagę...Czytałam inskrypcję znajdującą się na płycie. Smutek wypełnił moje serce, płakałam...
Chciałam już uciec z tego przedziwnego miejsca...
Zobaczyłam trzech mnichów wychodzących z katedry, ale oni mnie nie zauważyli...jakbym była niewidzialna.
***
Wielki mur otaczał to miejsce...
Mur bez furtki...
bez bramy...
Bezkresny mur...
Zostałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz