Zamknął go w pięknej, złotej, ozdobnej klatce i codziennie rozkoszował się jego widokiem.
Z uwagą obserwował poczynania kanarka, jego adaptację do złotej klatki.
Pan był dumny ze swojego kanarka, z tego jaki jest piękny, jak cudownie może umilić mu każdy dzień, śpiewając na każde jego zawołanie.
Pan karmił kanarka, podając mu ziarenka i nasionka na palcu przez pręty klatki, a mały ptaszek z pokorą jadł z ręki swojego Pana.
Kanarek czuł się szczęśliwy mogąc śpiewać dla Pana, czasami jednak wyglądał tęsknym wzrokiem przez pręty, zastanawiał się jak to jest nie mieć Pana, nie mieć dla kogo trzepotać skrzydełkami, jak to jest móc odlecieć wysoko, wzbić się w górę i lecieć aż do chmur, jak to jest czuć wolność, ciepły wiatr pieszczący żółte pióra...
Pewnego poranka kanarek zauważył, że drzwiczki w jego złotej klatce były otwarte.
Była to pokusa nie do odparcia.
Kanarek wyleciał z klatki rozradowany, latał po pokoju swojego Pana, badawczym wzrokiem ogarniał otaczający go skrawek świata...
Na skrzydłach poczuł podmuch wiatru.
Okno było otwarte.
Kanarek szukał wzrokiem Pana, na próżno...
Stanąwszy przed trudnym wyborem, kanarek podjął bardzo ważną decyzję, być może najważniejszą w jego życiu. Kanarek nie chciał poczuć wolności, bo nie ma wolności bez jego Pana. Samotnie dryfując pomiędzy chmurami będzie zniewolony.
Prawdziwa wolność, ta której tak naprawdę pragnie czekała na niego w złotej klatce u boku Pana.
Od tej pory Pan nie zamykał złotych drzwi klatki, a kanarek już nigdy z niej nie wyfrunął.
Ufał swojemu Panu, a Pan jemu.
Odnalazł przy Nim prawdziwą wolność.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz