20 stycznia 2010

Sen : Pioruny budzą do życia...

Poszłam do ogródka za domem.
Zajrzałam do zakamarka za sosną w pobliżu okna babci.
W trawie leżała odcięta głowa mężczyzny. Była zmasakrowana, cała we krwi. Na kawałku szyi wisiał łańcuszek.
Szybko pobiegłam do domu, krzycząc, że trzeba wezwać policję...ale nikt nie chciał mnie słuchać. Powiedzieli mi, że po co robić z tego taką aferę, że nie chcą rozgłosu, że nic takiego przecież się nie stało.
Pomyślałam sobie " Jak to nic ? W ogródku leży zmasakrowana głowa ! Dla nich to jest NIC ?"
Nagle zapadła noc. Było duszno, a powietrze zaczęło pachnieć padliną...
Zaczęła się burza, a niebo rozdzierały pioruny.
Ojciec wyszedł na drogę, na której leżał martwy biały pies.
Złapał psa za tylne łapy i zaczął ciągnąć do domu.
W psa zaczęły trafiać pioruny, raz za razem, a ojciec nadal go ciągnął...w tę mokrą, posępną noc...pełną zapachu rozkładu.
Śnieżnobiały pies ożył.
Może to pioruny tchnęły w niego życie.
Ojciec przywiązał go do łańcucha i wsadził do budy.
Zaczęłam się zastanawiać gdzie podział się Pikuś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz