Jestem potwornie rozwścieczona...
może to przez zbliżający się okres, a może przez dzisiejszą pełnię księżyca.
Moje zdenerwowanie narastało we mnie na uczelni, gdy słuchałam mądrych gadek o solarium, siłowni, aeorobiku, imprezach itd...
Wyszłam stamtąd wieczorem wymęczona psychicznie.
Poszłam do Kocura i wyżywałam się na Nim...
Byłam wściekła nie wiadomo za co, chyba za to, że był dla mnie taki dobry i miły...Biłam Go, drapałam, gryzłam, czepiałam się i byłam chamska...
I jeszcze bardziej wściekała mnie ta Jego dobroć dla mnie...
Prowokowałam Go...
i nerwy Mu puściły już praktycznie pod moim domem, gdy mnie odprowadził...
Źle mi z tym teraz...czuję się podłą suką...
On okazuje mi ciepło, a ja je zabijam swoim chłodem...
Wyciągam dłoń z pazurami...
i ranię...
“ Gdybym tylko mógł przekazać ci choć cząstkę własnego szczęścia, abyś już na zawsze była wolna od smutku i melancholii ”
(Albert Einstein)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz