20 stycznia 2010

31 stycznia 2007 Zlot diabelskiej rodziny...

Wczorajszy dzień był miły i komiczny.
Rano załatwiłam sprawy dotyczące praktyk. Przyszła do mnie Maciejka. Miałyśmy uczcić zaliczoną sesję i było dosyć śmiesznie...
Odwiedził nas wujek z Krakowa, który jest księdzem. Nikt w rodzinie go nie lubi i wszyscy unikają go jak ognia. Wujek jest potwierdzeniem na fałszywość księży. Raczej daleko mu do boga. Nie chciałam go widzieć więc ukrywałyśmy się z Maciejką w pokoju, w ciemnościach. Rodzice uciekli z domu, została jedynie babka, która sobie z wujkiem miło gawędziła i popijała to i owo. W końcu wujek poszedł pijany
Jak to jest z niektórymi ludźmi, że się ich poprostu nie znosi...to chyba tzw wampiry energetyczne.
Nie tylko wujek nas odwiedził...
przyjechała "kochana" ciotka z Radomia.
Pozostawię to bez komentarza.
Rodzinka z piekła rodem się zleciała.
Nie widziałam się wczoraj z Kocurem,bo miał "smutny" dzień...
Mam nadzieję, że dziś się zobaczymy, bo strasznie tęsknię i ciągle o nim myślę...
Ciekawe czy on zdaje sobie sprawę z tego, że zajmuje większą część moich myśli...
Jestem Nim zniewolona i bardzo się z tego cieszę.
Mam nową obsesję...
czerwonego światła w moim pokoju...
już prawie wszystkie żarówki są czerwone...
Robię sobie taki swój "mały burdel"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz