5 czerwca 2010

Co przyniosło słońce...

9 rano świeci piękne słońce.
Nie maluję się, zarzucam na siebie wyciągnięty t-shirt i jeansy, biorę wodę mineralną i lecę do Ciebie, bo wiem, że kończysz poranny trening.
Moje nieuczesane, potargane włosy pachną wczorajszym deszczem i wiatrem.
Dowiaduję się od Ciebie, że znów nie chcesz mnie widzieć przez jakiś czas.
Odchodzisz i widzę w oddali Twoją postać znikającą w tym upalnym słońcu...
Biegnę...
biegnę przed siebie na łąkę...
Biegnąc, gubię za sobą garść szarych łez.
Topią się na słońcu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz