Zbudziła mnie ulewa, ale postanowiłam cieszyć się z tego deszczowego dnia.
Spacerowaliśmy w deszczu, który był nadzwyczajnie ciepły.
- Gdy byłam mała, to bardzo cieszyłam się z tych letnich burz. Wybiegałam na dwór i tańczyłam w deszczu, zaklinałam pioruny. Teraz ten deszcz jest dla mnie ukojeniem. - powiedziałam
Szare chmury przemieszczały się szybko po niebie.
Zawędrowaliśmy daleko...
spotkaliśmy krowę moknącą gdzieś na łące; burego, przemokniętego psa na podwórku pełnym błota.
Kury piały gdzieś w oddali...
Wszystko było tak zielone i żywe, kontrastujące niezwykle z szarością chmur.
Miło było też jechać z Tobą autobusem, trzymając głowę na Twoim ramieniu.
Czarny kaptur zasłonił moje oczy, czułam Twoje ciepło. Kątem oka zerknęłam na szybę...szare krople uciekały szybko od mojego wzroku.
Zniszczyłam ten dzień. Zrobiłam coś niewybaczalnego - skłamałam.
Ty wiesz, że to zrobiłam. Ukarałeś mnie odejściem i swoim milczeniem.
***
Wyszło słońce. Ze smutku poszłam na spacer.
Żółte promienie oświetlały strąki Naszego drzewa - glediczji trójciernistej - rozrzucone po chodniku.
Czy ktoś kiedyś będzie wiedział jakie miało znaczenie dla Nas to drzewo ? - pomyślałam
Wieczorne złote słońce sprawiło, że jeszcze bardziej posmutniałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz