17 kwietnia 2010

Motyl tańczący

Padał deszcz, rzęsisty, szary i smutny-
z samego faktu bycia deszczem.
Kałuże stawały się małymi oceanami, a każda kropla zamieniała się w bańkę...prawie mydlaną.
Siedziałam w knajpce z filiżanką, która miała miała urocze, małe uszko; pełną czarnej kofeiny, bez odrobiny cukru.
Przez otwarte drzwi patrzyłam na moknących przechodniów, uciekających w popłochu, jakby deszcz parzył...
Świeże, oczyszczone przez deszcz powietrze przyniosło ukojenie...
i motyla...
wielkiego, niebieskiego motyla, który wirował teraz pod samym sklepieniem sufitu.
Patrzył z góry na mnie, na czarną, smolistą kawę i słuchał...
jak deszcz dzwoni o szyby,
o kocie łby starówki.
- Tańcz motylu niebieski w takt kropel deszczu, spadających pospiesznie na ziemię. Tańcz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz