Potrzebuję Go
w świetle i w ciemności
teraz
kiedyś
wiecznie
Kocham...
rozkoszować się
Jego zapachem, tkanką, naskórkiem
każdym włosem, oddechem, kształtem, kolorem.
Kocham...
Go dotykać
gdy pod opuszkami palców czuję
pulsowanie i ciepło
Jego uśmiech jest jak obdarowanie mnie
dodatkowym dniem życia
A więc bądź przy mnie teraz
choćby myślą, westchnieniem
spojrzeniem w ciemne niebo
Pobiegłabym teraz przed siebie
przez mrok
jak dzikie zwierzę
pokierowana instynktem
zwęszyłabym Twój trop
gdziekolwiek jesteś
Ja jestem.
w lustrze
we framugach drzwi
w zakurzonych kątach
za łóżkiem
na parapecie okna
siedzę...
i patrzę
lekko się uśmiecham
Zwijam skrzydła
patrzę niewinnie
każdy Twój oddech łapię
zaciskam w dłoni
drżącej
stęsknionej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz