Miałam na sobie czerwoną, długą, puchową kurtkę.
Oddałam ją do szatni, a kiedy już po nią wróciłam - zniknęła i szatniarka nigdzie nie mogła jej znaleźć.
Sama weszłam do szatni i rozpoczęłam poszukiwania, ale nadaremno.
Byłam ubrana w cienką sukieneczkę, a na dworze był ziąb.
Niestety nie miałam innego wyboru jak wracać do domu bez kurtki.
Wracałam do domu autobusem i trzęsłam się z zimna.
Czułam się prawie naga...
autobus pogrążał się w mrok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz