W pewien dżdżysty dzień wybrałam się na spacer i zawędrowałam za miasto...
Na pewnej osamotnionej, polnej drodze moją uwagę przykuło podwórze..
Wielkie podwórze pełne jabłonek i błota....
Deszcz ciągle padał...
Po błotnistej ziemi chodziło dużo zmokniętych kur, nie zważających na krople deszczu.
Kury omijajały jabłka, które spadły z jabłoni...
Zgniłe jabłka mokły, kury mokły, jabłonki wyglądały jak martwe, poskręcane z bólu stare drzewa...
Każda sucha gałąź nosiła brzemię w postaci ciężkich kropel deszczu, które za chwilę będą lądowały bezgłośnie na czarnej ziemi.
Czas jakby się zatrzymał.
Wszystko było takie spokojne.
Na twarzy czułam jesienny chłód i wilgoć powietrza.
Dla widoku podwórka warto było wybrać się na deszczowy spacer.
Kolejny obraz złapałam w sidła pamięci, uchwyciłam oczyma, pocieszyłam się nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz