8 września 2010

Bezradność

Sprawy na uczelni nie toczą się tak jak powinny, w ogóle się nie toczą...
Kontakt z pewną panią mgr graniczy z cudem i obawiam się, że nie skontaktuję się z nią do końca września, a tym samym nie zdobędę wpisu i nie zaliczę semestru.
Żeby było jeszcze gorzej - mama czuje się tragicznie.
Nie potrafię funkcjonować patrząc, gdy cierpi.
Wyrabiam sobie pozorną znieczulicę, która ma mi pomóc przetrwać, ale nie pomaga.
Czuję to co czuję i nic na świcie nie sprawi, że będzie inaczej.
Dzisiejsze południe było piękne, gdy moje krzyki rozkoszy i bólu rozbrzmiewały echem w mieszkaniu...
gdy spacerowałam nago po pokoju, a Ty patrzyłeś na mnie...
gdy nago robiłam Ci kawę i obiad ...
gdy stałam przed lustrem i podziwiałam sine odciski dłoni na pośladkach i ramionach...
gdy z balkonu przyglądałam się na złote liście i złote słońce jesieni...
Teraz wróciłam do gorzkiej, ostrej rzeczywistości, która mnie zabija, z którą sobie tak bardzo nie radzę...
Tak bardzo pragnę by się ułożyło, by było inaczej...
Opadam z sił...
uświadamiam sobie jak jestem w pewnych sytuacjach bezradna
jak nie mogę nic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz