Wędrowałam po starej, opuszczonej podstawówce, która pogrążona była w półmroku i nikłym świetle żarówek o słabej mocy. Powietrze wypełniał kurz i duchota. Zapach stęchlizny i starości drażnił nozdrza.
Oczom ukazywały się szkolne sprzęty, małe drewniane krzesełka, liczydła, zeszyty, które tak bardzo naznaczone były piętnem czasu i obficie osypane kurzem.
Te długie, puste korytarze kiedyś rozbrzmiewały dziecięcym śmiechem i szkolnym zgiełkiem.
Gumowe linoleum przetarte było od szybkich kroków małych nóżek.
W szatni wisiały metalowe numerki. Jakim ja byłam numerkiem? Wyleciało mi z pamięci.
Zeszłam do piwnicy i zauważyłam, że w pracowni do techniki, w tej w której zawsze panował okropny chłód, stał stół zastawiony jedzeniem. Zasiadłam przy nim i jadłam na bogato, wędliny, torty, owoce, flaszka zimnej wódki, którą tak ochoczo sobie polewałam.
A wokół cisza.
Zaczęłam uciekać, atmosfera starej szkoły mnie przytłaczała i dusiła.
Korytarze ciągnęły się kilometrami, a mój bieg był bezgłośny.
Wąskie przejścia, rury, przeszkody pojawiały się na mojej drodze, a pogłębiający się mrok był jedną z nich.
W końcu znalazłam wyjście i biegłam już na zewnątrz, polną drogą. Drzewa już kwitły i pachniały słodko.
Małe, białe płatki spadały na mnie jak śnieg.
Droga usłana była martwymi szczurami, ich gnijącym mięsem, pustymi oczodołami wpatrzonymi w wiosenne niebo. Biegłam najpierw po nich, a później truchło rozstąpiło się, dając mi możliwość wygodnej ucieczki.
Przeszkody się mnożyły.
Tym razem były to gęste, mleczne pajęczyny, którymi obrośnięta była ścieżka. Biegłam nie zważając na nie, przerywając je swoim ciałem.
Kiedy zdawało się, że nic już mi nie przeszkodzi na mojej drodze pojawił się mężczyzna.
Postać bez twarzy, która brutalnie mnie zgwałciła.
W moich żyłach płynął alkohol, przesiąknięta byłam wspomnieniami, zapachem gnijącego szczurzego ciała, resztkami pajęczyny we włosach, a moje ciało ozdabiały liczne siniaki i otarcia, krew płynąca wartko po udzie.
Takim byłam człowiekiem u kresu mojej podróży.

Bu~
OdpowiedzUsuńczasami aż trudno się otrząsnąć i pozbierać po tym co się śni, a wspomnienie tego trwa i niepokoi przez długi czas, na zawsze pozostając w pamięci, chociaż nigdy się nie zdarzyło. ale - ktoś rozważał, co jeśli to co śnimy, jest tym co aktualnie dzieje się nam w alternatywnej rzeczywistości, w innym wymiarze, w innym, przeszłym/przyszłym życiu? o ile te zagadnienia w ogóle istnieją jako takie
Mam bardzo silne wrażenie, że to może być prawda. Czasem sny są tak realne w swoim odrealnieniu, że aż boleśnie można odczuć to na swojej skórze, dotknięcie w śnie bywa dotknięciem rzeczywistym, to jakby właśnie podróż w inny wymiar, równoległy bądź inny. Jednak czuję, że to coś głębszego...To niepokoi i przyciąga.
OdpowiedzUsuń