Pochmurny dzień z ulicami i budynkami zatopionymi w mlecznej, gęstej mgle, która skrapla się i osadza na skórze, którą trzeba odgarniać rękoma, taka jest gęsta.
Miasto puste i ciche, martwe.
Zaczyna padać drobniutki deszcz, a ja idę do szkoły podstawowej z ciężkim, wyładowanym książkami tornistrem na plecach i w kurtce przeciwdeszczowej, z kapturem naciągniętym na głowę. Idę powoli i dziwię się ciszą, tym dziwnym osamotnieniem, miasto zdaje się być pogrążone w głębokim śnie.
Zauważam, że po chodniku za boiskiem szkolnym ktoś idzie. To kobieta w czerwonym płaszczu przeciwdeszczowym, z czarną burzą loków na głowie. To moja mama.
Wołam ją, krzyczę ile sił w płucach, biegnę w jej stronę, oddycham ciężko, a moje wołanie odbija się echem po ulicach, takie smutne wołanie.
Mama coraz bardziej się oddala, nie słyszy mnie, znika we mgle i deszczu, który pada coraz mocniej.
Zostaję sama, ja i cichy, pusty świat.
___
Dziś mijają 3 lata.
[*]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz