Jest już późno, Nika poszła po zimową edycję piwa perła,
a ja czekam w samochodzie z mokrą głową, kiedy na dworze mróz
patrzę przed siebie i z mroku, zza szyby samochodu wyrasta wielki budynek, w którym w ciemności migoczą światełka, to miliony okien
tam gasną i zapalają się światła.
Szpital.
Zaczynam liczyć piętra i okna.
Widzę to okno od pokoju, w którym umarła mama
w którym złapała ostatni oddech, ostatni raz otworzyła powieki, ostatni raz poczuła jak życie przez nią przepływa i ulatuje z niej.
Zastanawiam się kto teraz tam leży i czyje to ostatnie minuty lub dni.
Ludzie podchodzą do okien, zasłaniają zasłony, krzątają się,
a dla mnie na chwilę zatrzymał się świat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz