25 lipca 2011

Tak po prostu się znika...

8 miesięcy temu umarła moja mama.
Ciągle tęsknię, na coś czekam, płaczę w nocy...
Ciągle boli i nie jest to ból, który da się opisać słowami.
On leży na dnie serca i osiada na duszy.
Zostaje stałym towarzyszem życia i trzeba się z nim oswoić.

Dziś umarła moja ciocia, siostra mojej mamy.
Ciocia, którą bardzo lubiłam, z którą byłam dosyć blisko, przypominała mi mamę.
Ostatnio byłam na jej imieninach i przyglądając się jej widziałam rysy mojej mamy, te same dłonie, mimikę.
Ciocia tak po prostu nagle odeszła.
Źle się poczuła, dostała zawału i już jej nie ma.
Zostawiła same na świecie moje siostry cioteczne i brata chorego na autyzm.

Najstraszniejsza jest ta ulotność życia, to że człowiek tak po prostu w jednej minucie może przestać istnieć... bez żadnego ostrzeżenia.
Tak po prostu przestaje się być.
Zostaje pustka, wspomnienia, rzeczy materialne i coś czego nie da się wyjaśnić.


Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.

— Halina Poświatowska
Opowieść dla przyjaciela

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz