11 maja 2011

W ten majowy poranek

Poszłam do sklepu po roladę lodową żeby umilić popołudnie.
Ranek był niezwykle gorący, majowy, odurzający wielością kolorów, głosów i zapachów.
Taka piękna wiosna, bujna i żywa, tętniąca zielenią.
Wokół  mnie uśmiechnięci ludzie...
Pan sprzedający wiejskie jajka przy chodniku, pan idący z dziwną torbą, patrzący rozmarzonym wzrokiem w niebo; dzieci idące do szkoły.
Wokół lody na patyku...
białe i fioletowe bzy, które pachną tak intensywnie...
mnóstwo mleczy
zbyt zielona, wysoka trawa
drzewa, które uginają się pod ciężarem zbyt zielonych liści
wszystko pachnie
wszystko żyje
i kwitnie
Motyle mnie otaczają
muchy bzyczą nad uchem
pod stopami na chodniku mijam martwe chrząszcze majowe
To wiosna, taka piękna i radosna jak wtedy, gdy byłam mała i chodziłam z mamą do spożywczego.
Wracam ze sklepu tą samą drogą.
W oddali, na trawie przy chodniku stoi pewna kobieta, w garsonce, z czarnymi krótkimi włosami, z torebką w ręku, parzy gdzieś przed siebie i wydaje się na coś czekać.
'Wygląda jak moja mama' - pomyślałam.
Szłam w jej stronę, patrzyłam na nią, bo tak bardzo mi ją przypominała.
Spojrzała na mnie i nie...to jednak nie moja mama. Nie zobaczyłam jej wiecznie młodej i łagodnej twarzy, dużych czarnych oczu i uśmiechu.
Przez chwilę ta kobieta wydała mi się być moją mamą, czekającą na mnie przy chodniku w ten piękny, wiosenny poranek.
Nie mogłam powstrzymać łez...one w magiczny sposób, mimowolnie spływały po moich policzkach.
Odetchnęłam głęboko.
'Tu niedaleko jest szpital, w którym umarłaś mamo'
Posmutniałam...
machając reklamówką z zakupami zmierzałam do mieszkania, w którym czekałeś na mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz