13 maja 2011

Czarna kawa

Wczoraj wieczorem piłam kawę w jakiejś przydrożnej restauracji daleko za miastem.
Siedziałam przy pięknym stole z dębowych desek i tak miło mi się na nich opierało ręce, nieelegancko.
Ściany były żółte, ciepłe jak lubię.
Kelnerka brzydka, gruba, czerwona na twarzy i bardzo opryskliwa.
Przy stolikach sami mężczyźni.
Dziwnie się czułam, bo patrzyli na mnie.
Nie lubię, gdy ktoś przygląda się jak jem i piję.
Wieczorne złote słońce wpadało przez okna i oświetlało moją twarz.
Zamyślona spoglądałam na widok za oknem, na zieleń i na samochody przecinające szybko szosę.
W tym zamyśleniu przeoczyłam chyba fakt, że pewien mężczyzna mi się bacznie przypatruje.
Siedział z dziewczyną i innym mężczyzną.
Przyjrzałam się mu...wysoki, dobrze zbudowany brunet, o czarnych, przenikliwych oczach, starszy, ubrany elegancko.
Kobieta, prawdopodobnie dziwka.
Drugi mężczyzna zupełnie nieciekawy.
Przyglądał się mi, a ja patrzyłam nieśmiało na niego z nad filiżanki czarnej kawy i zdałam sobie sprawę, że zapomniałam poprosić o śmietankę.
Jakiś erotyzm emanował od niego, poczułam się podniecona i myślałam o tym jak by było, gdyby zerżnął mnie szybko w toalecie.
Długo mi się przyglądał.
Zjedli, wyszli.
Kawa była czarna. Nie czarno-biała i dobra to była kawa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz