Powinnam uciec
od ojca, od Ciebie, od wspomnień, od znajomych.
Zostawić po sobie wszystko
każdy szpargał i rupieć
nie oglądać się
tylko biec przed siebie
coraz szybciej
czuć, że serce zaczęło bić
i gdzieś spróbować zapomnieć.
ucieczka i spalenie za sobą mostów to nieraz jedyne wyjście z sytuacji, która niszczy i z każdym dniem tkwienia w niej coraz bardziej pogrąża. i z tym pogrążeniem coraz trudniej się wyrwać, błędne koło bezwzględnych trybików maszyny, która wciąga człowieka tym mocniej im bardziej jest słaby. nie można być wiecznie ofiarą, kiedyś trzeba wytrzeć twarz z tych wszystkich opluwań, zerwać się z kajdanów i opuścić zaszczane lochy, w których się tkwi. nie można sobie wmówić wszystkiego, można pragnąć cierpienia, ale tak na prawdę w głębi duszy wcale nie chce się być takim godnym pożałowania, aby nic nie chcieć poradzić na utratę człowieczeństwa.
musisz coś zrobić dla siebie, przestać się oglądać na innych, którzy i tak jedynie cie wykorzystują nic nie dając w zamian oprócz zniszczenia twojej duszy i zbrukania godności.
ale to wszystko... tak łatwo powiedzieć. dlatego ja nie uciekam, już nie, już nie mam powodów, nie chce ich mieć, ale wciąż mnie ciągnie do lasu. jestem samotną wilczycą, sama jak pająk pełzam po swojej sieci, najgorszych skurwysynów się pozbyłam z życiorysu, toksyka kusi, a potem człowiek nawet nie umie spojrzeć na siebie z dystansu jakim śmieciem się staje, bo inni go do tego prowokują, a sam w sobie szczerze się nienawidzi. a wcale nie musi.
Twoje słowa są bardzo mi bliskie i dają do myślenia. Wszystko co niszczące, w czym się twi, co się we mnie wżarło, ludzie, za którymi ciągnie się cierpienie, którzy ciągną nas w nie, to takie zniewalające. Z całego serca chcę się uwolnić, jednocześnie nie mogąc zrobić nic. Kimś się stałem, kimś kim nie chciałam i jakoś zmieniam siebie małymi krokami, może zbyt małymi i może ta ucieczka jest zbyt powolna, ale jest.
zdaję sobie sprawę, że są ucieczki które wymagają czasu i działania z przemyśleniem i rozwagą.
są też takie jednak sprawy, których lepiej nie odwlekać, im dłużej się je spycha na dalszy plan, tym bardziej rosną one w siłę i trudniej się z czasem zabrać, by się nimi zająć. czasami trzeba postąpić jak przy zrywaniu plastra z rany- szybko, stanowczo, bezwzględnie, nie wahając się. uwierz mi, że zrucenie nieraz takiego balastu, spalenie mostu za sobą przynosi człowiekowi taką euforię, taką radośc i takie nie dające się porównać z niczym innym uczucie ulgi i wyzwolenia, że to nie pojęte.
ale podjęcie tej decyzji, a już postąpienie tego kroku jest cholernie trudne. ale trzeba mnóstwo odwagi. i siły, czego ja serdecznie Tobie życzę :*
ucieczka i spalenie za sobą mostów to nieraz jedyne wyjście z sytuacji, która niszczy i z każdym dniem tkwienia w niej coraz bardziej pogrąża. i z tym pogrążeniem coraz trudniej się wyrwać, błędne koło bezwzględnych trybików maszyny, która wciąga człowieka tym mocniej im bardziej jest słaby.
OdpowiedzUsuńnie można być wiecznie ofiarą, kiedyś trzeba wytrzeć twarz z tych wszystkich opluwań, zerwać się z kajdanów i opuścić zaszczane lochy, w których się tkwi.
nie można sobie wmówić wszystkiego, można pragnąć cierpienia, ale tak na prawdę w głębi duszy wcale nie chce się być takim godnym pożałowania, aby nic nie chcieć poradzić na utratę człowieczeństwa.
musisz coś zrobić dla siebie, przestać się oglądać na innych, którzy i tak jedynie cie wykorzystują nic nie dając w zamian oprócz zniszczenia twojej duszy i zbrukania godności.
ale to wszystko... tak łatwo powiedzieć.
dlatego ja nie uciekam, już nie, już nie mam powodów, nie chce ich mieć, ale wciąż mnie ciągnie do lasu. jestem samotną wilczycą, sama jak pająk pełzam po swojej sieci,
najgorszych skurwysynów się pozbyłam z życiorysu,
toksyka kusi, a potem człowiek nawet nie umie spojrzeć na siebie z dystansu jakim śmieciem się staje, bo inni go do tego prowokują, a sam w sobie szczerze się nienawidzi.
a wcale nie musi.
mimo wszystko.
Twoje słowa są bardzo mi bliskie i dają do myślenia.
OdpowiedzUsuńWszystko co niszczące, w czym się twi, co się we mnie wżarło, ludzie, za którymi ciągnie się cierpienie, którzy ciągną nas w nie, to takie zniewalające. Z całego serca chcę się uwolnić, jednocześnie nie mogąc zrobić nic.
Kimś się stałem, kimś kim nie chciałam i jakoś zmieniam siebie małymi krokami, może zbyt małymi i może ta ucieczka jest zbyt powolna, ale jest.
zdaję sobie sprawę, że są ucieczki które wymagają czasu i działania z przemyśleniem i rozwagą.
OdpowiedzUsuńsą też takie jednak sprawy, których lepiej nie odwlekać, im dłużej się je spycha na dalszy plan, tym bardziej rosną one w siłę i trudniej się z czasem zabrać, by się nimi zająć.
czasami trzeba postąpić jak przy zrywaniu plastra z rany- szybko, stanowczo, bezwzględnie, nie wahając się.
uwierz mi, że zrucenie nieraz takiego balastu, spalenie mostu za sobą przynosi człowiekowi taką euforię, taką radośc i takie nie dające się porównać z niczym innym uczucie ulgi i wyzwolenia, że to nie pojęte.
ale podjęcie tej decyzji, a już postąpienie tego kroku jest cholernie trudne.
ale trzeba mnóstwo odwagi. i siły, czego ja serdecznie Tobie życzę :*