Wikłam się w coś z czego całe życie szydziłam, w te sidła wpadłam już kiedyś, a teraz wpadam na nowo, by spoglądać w lustro z zadowoleniem z samej siebie.
ile to już? doskonale rozumiem i podobnie czuję, jednak choć chce bardzo wpaść w te sidła. również ponownie, ale jest i ta druga siła, która mi na to nie pozwala i ona bierze nade mną górę. potrzebuję jakiegoś mocnego ciosu by móc się znowu zniszczyć, każdy kolejny jest za słaby a wszystkie one nie potrafi jednak mnie złamać, by wpędzić w tę spiralę autodestrukcji pod tym względem. biała dama kiedyś była mi pomocna, ale to właściwie było skutkiem ubocznym działo się samo, a nie było (jeszcze ) obsesją która zawładnęła moim umysłem (już potem). i nagle choroba psychiczna na tym tle poluzowała swój zacisk, odwróciło się na drugą stronę i jest ...normalnie. dysmorfofobia nie daję o sobie zapomnieć każdego dnia, bo każda liczba na szali jest dla mnie nieprawidłowa, bo nie jest tamtą, pracowicie uzyskaną absolutnym wyniszczeniem. wszystkim pasuje zdrowy wygląd, wszystkich innych taki wygląd mnie się podoba bardziej, dla siebie pragnę chorego ale nie potrafię już na niego tak zapracować...może jestem za mało...chora?
Jak ja to wszystko znam o czym piszesz i mnie takie ciosy zwalają z nóg i wiodą ku samozniszczeniu. Kiedyś byłam bliska 'niebycia', chociaż nigdy nie było doskonale, coś mnie z tych sideł wyrwało kiedy nie potrafiłam odróżnić realności od fikcji, nie wiem jak to wytłumaczyć ale zawsze byłam 'niesobą w sobie'. Teraz znowu w te sidła wpadam, wiem, że już wpadłam. Chyba chciałabym być tak właśnie za mało chora. Czuję się zbyt silna w dążeniu do tego do czego nie powinnam.
* uhm, ile tych przeklętych liczb, które nigdy nie są takie jak powinny, czy dla nas, czy też dla świata?wiem, istnienie w sobie tylko w swojej głowie, gdzie wszystko jest nie tak, jako powinno, zamknięcie się w swoim świecie, patrzenie przez pryzmat szaleństwa na codzienność, chory sen narkomana na głodzie. wszystko podporządkowane obsesji, z każdym dniem coraz bardziej i bardziej, aż już całkiem nie wiadomo, czy o jeszcze chociaż cień siebie samej, czy to już własnie czysta ona, obsesja, obłęd. maligna nie rzeczywistości, poczucie odrealnienia, chory umył, jak u Raskolnikowa. coś na celu a cel niedający się określić, jak w pralce wirujący w skołtunionym, opętanym umyśle
Jest 50, -16. Właściwie to czułam się już zdrowa i coś wyzwoliło we mnie chęć zachorowania. Być może te ciągłe kontrole mojego wyglądu, docinki, uwagi. Teraz weszłam w ten znienawidzony już świat znów, jednocześnie dobrze mi z tym i ciężko zrobić krok w tył.
wystarczy 50, ale nie pouczam nie po to piszę, zresztą i tak nie mam wpływu na to co się podzieję. wiedz tylko że bardzo się martwię o Ciebie :* tak dokładnie jest, że często innych słowa, podejście, wpływ czynią nas tym kim się stajemy, często również wbrew naszej słabej woli, ale na złość i ku zniszczeniu. ludzie to najgorsza zaraza dla siebie nawzajem i dla tego świata w ogóle.
"ludzie to najgorsza zaraza dla siebie nawzajem i dla tego świata w ogóle." - wyraziłaś to co chodzi mi po głowie od tak dawna i wydawało mi sie że tylko ja to widzę, bo przecież życie dla mas jest idealne i nie ma "złych rzeczy". Tutaj czuje sie mniej samotnie. E
ile to już? doskonale rozumiem i podobnie czuję, jednak choć chce bardzo wpaść w te sidła. również ponownie, ale jest i ta druga siła, która mi na to nie pozwala i ona bierze nade mną górę. potrzebuję jakiegoś mocnego ciosu by móc się znowu zniszczyć, każdy kolejny jest za słaby a wszystkie one nie potrafi jednak mnie złamać, by wpędzić w tę spiralę autodestrukcji pod tym względem. biała dama kiedyś była mi pomocna, ale to właściwie było skutkiem ubocznym działo się samo, a nie było (jeszcze ) obsesją która zawładnęła moim umysłem (już potem). i nagle choroba psychiczna na tym tle poluzowała swój zacisk, odwróciło się na drugą stronę i jest ...normalnie. dysmorfofobia nie daję o sobie zapomnieć każdego dnia, bo każda liczba na szali jest dla mnie nieprawidłowa, bo nie jest tamtą, pracowicie uzyskaną absolutnym wyniszczeniem. wszystkim pasuje zdrowy wygląd, wszystkich innych taki wygląd mnie się podoba bardziej, dla siebie pragnę chorego ale nie potrafię już na niego tak zapracować...może jestem za mało...chora?
OdpowiedzUsuńIle już...kilogramów?
OdpowiedzUsuńJak ja to wszystko znam o czym piszesz i mnie takie ciosy zwalają z nóg i wiodą ku samozniszczeniu.
Kiedyś byłam bliska 'niebycia', chociaż nigdy nie było doskonale, coś mnie z tych sideł wyrwało kiedy nie potrafiłam odróżnić realności od fikcji, nie wiem jak to wytłumaczyć ale zawsze byłam 'niesobą w sobie'.
Teraz znowu w te sidła wpadam, wiem, że już wpadłam.
Chyba chciałabym być tak właśnie za mało chora. Czuję się zbyt silna w dążeniu do tego do czego nie powinnam.
:*
*
OdpowiedzUsuńuhm, ile tych przeklętych liczb, które nigdy nie są takie jak powinny, czy dla nas, czy też dla świata?wiem, istnienie w sobie tylko w swojej głowie, gdzie wszystko jest nie tak, jako powinno, zamknięcie się w swoim świecie, patrzenie przez pryzmat szaleństwa na codzienność, chory sen narkomana na głodzie.
wszystko podporządkowane obsesji, z każdym dniem coraz bardziej i bardziej, aż już całkiem nie wiadomo, czy o jeszcze chociaż cień siebie samej, czy to już własnie czysta ona, obsesja, obłęd. maligna nie rzeczywistości, poczucie odrealnienia, chory umył, jak u Raskolnikowa. coś na celu a cel niedający się określić, jak w pralce wirujący w skołtunionym, opętanym umyśle
:*
Jest 50, -16. Właściwie to czułam się już zdrowa i coś wyzwoliło we mnie chęć zachorowania. Być może te ciągłe kontrole mojego wyglądu, docinki, uwagi. Teraz weszłam w ten znienawidzony już świat znów, jednocześnie dobrze mi z tym i ciężko zrobić krok w tył.
Usuńwystarczy 50, ale nie pouczam nie po to piszę, zresztą i tak nie mam wpływu na to co się podzieję. wiedz tylko że bardzo się martwię o Ciebie :*
OdpowiedzUsuńtak dokładnie jest, że często innych słowa, podejście, wpływ czynią nas tym kim się stajemy, często również wbrew naszej słabej woli, ale na złość i ku zniszczeniu. ludzie to najgorsza zaraza dla siebie nawzajem i dla tego świata w ogóle.
"ludzie to najgorsza zaraza dla siebie nawzajem i dla tego świata w ogóle." - wyraziłaś to co chodzi mi po głowie od tak dawna i wydawało mi sie że tylko ja to widzę, bo przecież życie dla mas jest idealne i nie ma "złych rzeczy". Tutaj czuje sie mniej samotnie.
OdpowiedzUsuńE